sierpień

Wyjątkowo okrutnie, w me serce, wdarł się sierpień.
Niby mówi, że pieści i muska ciepłem słonecznego nieba,ale ja widzę…
Widzę, że drzewa wraz ze swą schyłkową zielenią,
zapuszczają korzenie w omszałą, parkową ziemię…
Ona zaś zmęczona i krucha, nie może złapać tchu od letnich,
ludzkich kroków, kołyszących się każdego ranka w stronę jesieni.
Ileż ona słyszała radości w głosach i myślach,
kiedy Młody i Stary podążał za głosem lekkiego, upalnego serca.
Czasami tak jest, że wszystko kieruje nas w stronę końca,
który może być początkiem wielu- nadzieją tysięcy.
Nigdy nie wiesz ile mchu w trawie sprawi radość liściom spadającym na ziemię.
Sierpień nasz jak mech, koi upadek umierającego lata?

wygramy

Jesień- pełna goryczy otchłań
gryząca swą purpurą płuca i serce.
Wraz z zimnym, cichym deszczem- krokiem sierpniowego szaleństwa,
zakryła ostatnie podrygi przejrzystego nieba.

Jesień- chyba jeszcze nigdy nie wniosłaś tyle smutku i żalu,
który wraz z gnijącymi liśćmi przybiera niewyobrażalnych kształtów.
Dusza owiła się strachem, a ciało Tobą- chorobą.
Nie myśl sobie jednak, że masz władzę nad siłą życia.
Sama przecież wiesz, że miłość do Ciała wypełnionego duszą i sercem
jest najsilniejszym murem- największą nadzieją.
Lekkie liście nie zburzą miłości,
bo dzięki miłości my zburzymy Ciebie.

wiara i siła

To jest kolejny etap,
w którym muszę na nowo odnaleźć siebie.
Nie zawsze przecież wystarczy wiara w swoje cele,
chęć i potrzeba zmiany czegokolwiek.
Czasami brak mi sił, a stopień mojego zwątpienia sięga nieba.
I choć gubię wtedy wiarę, która bezustannie wypada mi z kieszeni-
ona zawsze wraca. Kocham te powroty.

”dzień dobry”

Świat się zmienia.
Ludzie odchodzą zmieniając swoje ciepłe ślady w suche odbicia.
Ktoś, kto nie był osobiście ważny,
ale współtworzył dotychczasowe wspomnienia- odszedł.
I co z tego, że znajomość ta zaczynała się i kończyła na ”dzień dobry”,
skoro jej egzystencja była czymś potrzebnym i naturalnym.
Teraz pustka cichego przywitania zamieniła się w głuchą ciszę,
a delikatna ludzka dłoń pokryła się lodem istnienia.
To boli, gdy kolejny ”dobry dzień” odchodzi…

sztuczny puch

Zapomniałam już o jesiennych drzewach,
które w swej pozornej śmierci ukrywają soczysty sens życia.
To tak jakby na chwilę świat zwolnił i wyrzucił nas ze swojego szaleństwa.
Każdy nasz oddech jest niewidzialnym krokiem w przód,
choć definicje często przełamują się z rzeczywistością.
Drzewa natomiast stoją w miejscu i zakorzenione
w zgorzkniałych krokach ludzi- milczą.
Codziennie je mijamy rzucając w ich kierunku spojrzenia pełne obojętności.
To tak jakby one miały być naszym odbiciem nastrojów i lęków,
a przy tym winowajcami wzlotów i upadków.
Idziemy ślepi i ogłuszeni słowami cudzej wyższości,
współczesnego brudu i wymuszonej uniwersalności.
Kora jak skóra, która chłonie i czuje-
jednak bardziej ludzka od tłumów, skulonych pod warstwą sztucznego puchu.

coś innego

Zawsze o tej porze roku,
miałam poukładany plan na kolejne, przyszłe miesiące.
Tak bardzo nienawidziłam tego stanu,
w którym jedyną i właściwą drogą było pójście za tłumem.
Obecnie zajmuję całkowicie inne miejsce we wszechświecie niż dotychczas.
Zebrałam garstkę tylu pięknych i niepowtarzalnych chwil,
że dopiero teraz, gdy znajduję się wśród ciemności i wrześniowego zimna-
wszystko się we mnie układa.
Lekarstwo to, koi nawet te najbardziej krzyczące rany.
Musimy w siebie wierzyć.

harmonia

Niemowa otuliła mą duszę,
która krzykiem i bójką zawsze walczyła o szczęście.
Teraz znajduję się w miejscu pełnym planów i marzeń-
najpiękniejszej i najcichszej emocjonalnej harmonii,
która pokochała mnie tak mocno, pierwszy raz w moim życiu.
Bunt ucichł. Smutek zelżał. Szczęście oszalało.
Nie nauczyłam się tylko większej oschłości-
powiedź do mnie jedno złe słowo,
a ono spłynie, zachłyśnie się delikatnością.
Dotykam ścian. Podążam tymi samymi chodnikami.
Wszystko się zmieniło, a ja nadal pielęgnuję w sobie coś,
co ciągnie mnie w kierunku niepoukładanej wrażliwości.
Miałam tyle czasu na zrozumienie pewnych aspektów,
a one zawsze mnie tak samo parzą, ranią, są nieśmiertelne.
”Gdzie są wszyscy Ci, którym oddawałam skrawek serca?”
Nigdy nie przestaną boleć mnie niespełnione więzi,
zarzuty, wyrzuty i żal za niedopowiedzenia.
Dzisiaj jednak wiem, że na niektóre rzeczy nie mamy wpływu,
nawet jeśli krwawimy i rozczarowani po cichu umieramy.
Jesteśmy ludźmi. Uczymy się życia do śmierci.
Pamiętam siebie kiedyś. Dzisiaj mam wszystko.

zwolnijmy

Mamy wiele spraw, obowiązków, marzeń i planów.
Gdy nagle zwalniamy, świat się zmienia.
Wkraczamy w etap pustki lub zbyt dużej ilości myśli,
na które wcześniej nie było czasu.
W biegu codzienności omijamy rzeczy najważniejsze.
Zapominamy o ludziach, którzy cały czas stoją obok nas,
choć są dla nas tak bardzo niewidoczni.
Są to jednostki, które najbardziej w nas wierzą,
a swoją troską i wartością nie chcą nam przeszkadzać.
Wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku.
Zwolnijmy dla Nich.

musisz uwierzyć

Każda Nasza walka, wiara i siła,
potęguje w Nas wielkość naszych ramion i chęci.
Nie możemy rezygnować bez walki i nie kochać, gdy nie znamy miłości.
Nie wolno Nam mówić, że nie lubimy tlenu,
kiedy nie potrafimy oddychać, a bezustannie żyjemy powietrzem.
Wszystko to, co złe, ma swój początek, cel- koniec.
Musisz uwierzyć.

świecie

Jeśli stracę wiarę, odejdę, odpuszczę-
nadzieja pęknie, rozpłynie się, zniknie.
Walka, wciąż walczę, jeszcze biegnę i milknę.
Świecie piękny, otwórz swe serce dla mnie.

strach

Boję się. Strach zakrywa mi oczy.
Fala słów rzuconych na wiatr odbiera mi nadzieję.
Nie potrafię zamienić ciężkości w lekkie słowa,
gdy fala nieudanych prób odbiera mi mowę.
Wszelkie obawy są drogą smutku i żalu,
brakiem odpowiedzi i bezgraniczną niepewnością. Tonę.

Tylko Ty.

bez powietrza

Jeszcze nigdy nie czułam się aż tak zależna.
Z czasem coraz trudniej zaakceptować mi cudze pseudo najlepsze normy.
To wszystko odbiera mi ostatki wolności,
w sposób tak gwałtowny i bezczelny,
jak gdyby miało na celu wyrwanie jeszcze bijącego serca.
Jak ma się jedna chwila szczęścia do powszechnej zwykłości?
Oddycham, ale jednak nie da się żyć bez powietrza.

szczęśliwa

Nawet nie wiesz, że każdy mój oddech jest podziękowaniem za Twoją obecność.
Tylko dzięki świadomości, że w Twoich oczach bez względu na wszystko,
zawsze jestem taka sama- nie upadam.
Słodycz Twoich słów gasi ogień mego żalu i tylko dzięki Tobie wiem, że mogę.
Wszystko będzie moje, tylko moje i tylko Nasze.
Jesteśmy aż szczęśliwi. Będziemy aż, jeszcze bardziej aż spełnieni.

?

Ja tylko umieram. Ja tylko ukrywam.
Pod tak gorzką oschłością kryje się taki zawód,
takie rozczarowanie, że z każdym oddechem powiększam skalę żalu.
Nie potrafię odnaleźć tlenu, lekkiego stanu upojenia.
Jak nigdy, jak zawsze, jak dzisiaj- odrzucam w obawie, że upadnę.
Dlaczego nie ma wynagrodzenia za dobroć,
za każdy gest pomocy, ratunku, życzliwości?
Czy chociaż raz mogę coś zbudować po swojej myśli?